Gdy schematy nie zauważają, że życie się zmieniło
Jakiś czas temu przeczytałam o zaleceniu, aby po 55tym roku życia sprawdzać swoją kondycję poprzez coraz dłuższe utrzymywanie pozycji plank/deska oraz dyskusję z tym zaleceniem, w którym zwracano uwagę na to, że wielominutowe pozostawanie w jednej pozycji niewiele mówi o tym, jak sprawnie dany człowiek potrafi funkcjonować w rzeczywistym świecie.
Znacznie ważniejsza jest zdolność do swobodnego poruszania się, reagowania na zmianę położenia ciała, utrzymywania równowagi i dostosowywania ruchu do tego, co właśnie się wydarza. Szczególnie spodobało mi się w czytamy tekście takie zdanie: „Natura nie stworzyła nas po to, żebyśmy udawali stoły”.
Ta myśl prowadzi mnie znacznie dalej niż tylko do refleksji nad sprawnością fizyczną.
Czasem podobnie próbujemy funkcjonować psychicznie. Wiele energii poświęcamy na utrzymywanie określonej pozycji, nawet wtedy, kiedy sytuacja, w której ta pozycja miała sens, już dawno się zmieniła.
A zatem nie jedna pozycja utrzymywana na siłę, a ruch właśnie.
Nie mam na myśli nieustannej aktywności, produktywności ani potrzeby ciągłego rozpoczynania czegoś nowego. Ruch nie jest przeciwieństwem odpoczynku. Nie oznacza również, że człowiek miałby bez przerwy zmieniać pracę, relacje, miejsce zamieszkania czy sposób życia. Chodzi raczej o zdolność do pozostawania w kontakcie z tym, co się zmienia, oraz do odpowiedniego modyfikowania własnego sposobu reagowania.
Dotyczy to także naszego życia psychicznego.
Człowiek nie rodzi się z gotowym zestawem sposobów radzenia sobie z rzeczywistością. Uczy się ich w relacjach i w konkretnych warunkach. Dziecko obserwuje, co dzieje się, kiedy wyraża złość, smutek, potrzebę bliskości czy sprzeciw. Sprawdza, na co może liczyć ze strony dorosłych i jakie zachowania pomagają mu utrzymać kontakt z ważnymi osobami.
W ten sposób powstają sposoby rozumienia siebie i innych, sposoby regulowania emocji, strategie radzenia sobie z napięciem oraz mechanizmy obronne. Część z nich z czasem staje się tak automatyczna, że przestajemy zauważać, iż kiedyś musieliśmy się ich nauczyć.
Psychoterapia pozwala patrzeć na te sposoby funkcjonowania w kontekście historii człowieka. Zamiast pytać wyłącznie: „Dlaczego zachowujesz się w ten sposób?”, można zapytać również: „W jakich warunkach nauczyłeś się właśnie tak reagować i przed czym miało cię to chronić?”.
To pytanie zaprasza do zmiany perspektywy, do zobaczenia szerszej.
Osoba, która przez całe życie bardzo dużo robi sama, może nie być po li tylko, albo wogóle wyjątkowo niezależna. Być może kiedyś nauczyła się, że proszenie o pomoc kończy się rozczarowaniem albo że własne potrzeby lepiej jest zachować dla siebie.
Osoba, która niezwykle dokładnie kontroluje swoje emocje, może nie być po prostu „opanowana”. Być może w jej wcześniejszym doświadczeniu silne emocje były czymś niebezpiecznym, nieakceptowanym albo pozbawionym odpowiedzi ze strony otoczenia.
Ktoś, kto bez trudu dostosowuje się do innych, może mieć bardzo dobrze rozwiniętą umiejętność odczytywania potrzeb otoczenia, ale znacznie trudniej rozpoznawać własne.
Każdy z tych sposobów funkcjonowania mógł i raczej pełnił kiedyś określoną funkcję, stąd nie warto patrzeć na nie wyłącznie jak na coś, czego trzeba się pozbyć.
Sposoby funkcjonowania, mechanizmy obronne ( znane z terapii psychodynamicznej), schematy (nawiązuję tu zaś do nazewnictwa typowego dla terapii schematów), powstają w określonych warunkach, w odpowiedzi na doświadczenia oraz niezaspokojone potrzeby emocjonalne. Są próbą poradzenia sobie z rzeczywistością, której dziecko samo nie mam możliwości zmienić.
Jeżeli dziecko doświadcza emocjonalnego chłodu, może nauczyć się nie oczekiwać bliskości. Jeżeli jego potrzeby są ignorowane, może dojść do wniosku, że lepiej ich nie wyrażać. Jeżeli akceptacja zależy od osiągnięć, może nauczyć się, że trzeba nieustannie coś udowadniać, aby zasługiwać na uwagę i uznanie.
W dzieciństwie takie sposoby funkcjonowania mogą rzeczywiście pomagać przystosować się do sytuacji, której nie można było samodzielnie zmienić. Dorosły człowiek ma jednak inne możliwości. Może wybierać relacje, stawiać granice, zmieniać środowisko, szukać wsparcia, mówić o swoich potrzebach i podejmować decyzje, których jako dziecko nie mógł podejmować.
A co, jeśli dawna strategia nadal jest używana, choć zmieniło się życie?
Wtedy człowiek może przez wiele lat pozostawać w swojej psychicznej „desce”.
Nie prosić o pomoc, ponieważ nauczył się, że trzeba radzić sobie samemu. Nie pokazywać słabości, ponieważ kiedyś wiązała się ona z odrzuceniem lub zawstydzeniem. Kontrolować emocje, ponieważ kiedyś utrata kontroli była zbyt trudna do zniesienia. Zawsze być potrzebnym, ponieważ własna wartość została związana z tym, ile można zrobić dla innych. Dostosowywać się, ponieważ własne zdanie kiedyś miało mniejsze znaczenie niż oczekiwania otoczenia. Wytrzymywać więcej, niż naprawdę powinien, ponieważ wytrzymywanie stało się jednym z podstawowych sposobów utrzymywania poczucia bezpieczeństwa.
Można być w tym naprawdę dobrym. Można być za to chwalonym, awansowanym, podziwianym i postrzeganym jako osoba niezwykle silna.
Tyle że zdolność do wytrzymywania nie jest tym samym co zdolność do życia.
Dojrzałość psychiczna nie polega na pozbyciu się wszystkich dawnych strategii, a na tym, że zaczynamy rozpoznawać ich funkcję i możemy zdecydować, czy w danej sytuacji nadal chcemy z nich korzystać.
Schemat, który kiedyś pomagał przetrwać, nie musi zostać zniszczony. Potrzebuje zostać rozpoznany i podporządkowany aktualnej rzeczywistości, czyli mówiąc inaczej: schemat ma służyć życiu, a nie życie schematowi.
To rozróżnienie dobrze widać w sposobie, w jaki funkcjonuje ciało.
Ciało jest stabilne właśnie dlatego, że nieustannie dokonuje drobnych zmian. Kiedy stoimy, nasze mięśnie nie pozostają całkowicie nieruchome. Ciężar ciała minimalnie się przesuwa, układ nerwowy rejestruje zmianę położenia i wprowadza korekty. Kiedy idziemy, każdy krok wiąże się z chwilową utratą równowagi, którą organizm natychmiast odzyskuje.
Stabilność nie jest więc stanem, w którym nic się nie zmienia, a zdolnością do reagowania na zmianę. To ważna różnica także w psychoterapii.
Człowiek może mieć poczucie wewnętrznej stabilności, a jednocześnie pozostawać elastyczny. Może wiedzieć, co jest dla niego ważne, a mimo to zmienić zdanie. Może mieć własne granice, a jednocześnie potrafić je komunikować w różny sposób. Może znać siebie, ale nie traktować swojej „aktualnej wersji” jako ostatecznej.
Psychiczna stabilność nie polega na tym, że zawsze reagujemy tak samo, tylko na tym, że mamy wystarczająco dużo wewnętrznego oparcia, aby móc reagować inaczej, kiedy sytuacja tego wymaga.
Między innymi z opisanych wyżej powodów taniec jest dla mnie ciekawą metaforą rozwoju psychicznego.
Na przestrzeni historii ludzkości taniec był częścią życia społecznego. Towarzyszył świętom, obrzędom, spotkaniom, zalotom i ważnym momentom przejścia. Nie był wyłącznie widowiskiem, które ktoś wykonywał dla innych. Bardzo często był sposobem i wyrazu siebie i bycia razem.
Taniec historyczny, zwłaszcza Średniowiecza i Renesans, ciekawie pokazuje relacyjny charakter tańca. Dwie, trzy, cztery i więcej osób pozostaje jednocześnie w kontakcie ze swoim ciałem i reaguje na ruch partnerów, wspótańczących. Trzeba rozpoznać zmianę kierunku, dostosować tempo, odpowiedzieć na prowadzenie albo przejąć inicjatywę. Czasem potrzebna jest bliskość, czasem dystans. Niektóre figury wymagają napięcia, inne rozluźnienia. Ruch może być zdecydowany, a chwilę później miękki i płynny.
Nie da się zatańczyć z drugim człowiekiem, pozostając przez cały czas w jednej pozycji.
Nie da się również zatańczyć, nie zauważając innej osoby, osób.
W tym sensie taniec przypomina relację i przypomina psychoterapię. W obu przypadkach potrzebna jest zdolność do pozostawania w kontakcie z własnym doświadczeniem, a jednocześnie zauważania tego, co dzieje się po drugiej stronie.
Taniec pozwala też lepiej poczuć własne ciało. Ruch staje się informacją. Oddech może się pogłębić, kiedy ciało przestaje być utrzymywane w jednym napięciu. Możemy zauważyć, kiedy potrzebujemy więcej siły, a kiedy możemy odpuścić. Uczymy się, że napięcie nie musi trwać bez końca, a rozluźnienie nie oznacza utraty kontroli.
Ta zmienność jest częścią sprawności.
I jest również częścią zdrowego funkcjonowania psychicznego.
Kiedy pozostajemy przez długi czas w tym samym miejscu, widzimy tylko to, co znajduje się w zasięgu naszego dotychczasowego doświadczenia. Zmiana pozycji, relacji, środowiska czy sposobu działania może dostarczyć informacji, których wcześniej nie mieliśmy.
Nie oznacza to, że każda zmiana jest dobra. Nie każda nowość rozwija. Czasem człowiek zmienia jedno środowisko na drugie, ale zabiera ze sobą dokładnie te same schematy, lęki i sposoby budowania relacji. Zewnętrzny ruch nie zawsze oznacza wewnętrzną zmianę.
Może jednak stworzyć warunki, w których coś nowego stanie się widoczne.
Dopiero w innej relacji możemy zauważyć, jak bardzo boimy się bliskości. Dopiero wtedy, kiedy ktoś zaczyna respektować nasze granice, możemy odkryć, jak trudno jest nam je stawiać. Dopiero w sytuacji, w której nie musimy niczego udowadniać, możemy zobaczyć, jak silna jest potrzeba osiągania.
Zmiana dostarcza informacji o nas samych i dlatego kontakt ze światem jest tak ważny dla rozwoju. Tam, gdzie ludzie spotykają się ze sobą, mają możliwość wymiany doświadczeń, konfrontowania różnych perspektyw i budowania relacji, pojawia się więcej okazji do zauważania różnic oraz modyfikowania własnego sposobu myślenia.
Kontakt z przyrodą również przypomina o zmienności, której nie da się całkowicie podporządkować człowiekowi. Pory roku następują po sobie, światło zmienia się w ciągu dnia, rośliny wzrastają i obumierają, a organizmy nieustannie dostosowują się do warunków.
Życie nie jest strukturą, którą można raz ustawić i pozostawić bez zmian.
Być może najtrudniejszą częścią ruchu jest zgoda na to, że nie wszystko możemy zabrać ze sobą dalej. Ruch trwa, mija, zmienia się w inny ruch, inną interakcję z własnym ciałem, z innymi.
Rozwój oznacza nie tylko pojawianie się czegoś nowego. Oznacza również kończenie się tego, co przestało być potrzebne.
Dziecko kiedyś przestać być dzieckiem. Młody człowiek musi pożegnać część wyobrażeń o dorosłości. Rodzic musi z czasem zmienić sposób opiekowania się dorastającym dzieckiem. Człowiek zmienia role zawodowe, relacje, przekonania i priorytety.
W psychoterapii podobny proces może dotyczyć dawnych wyobrażeń o sobie:
Nie oznacza to utraty siebie. Wręcz przeciwnie. Czasami dopiero wtedy, kiedy pozwalamy umrzeć pewnemu sposobowi funkcjonowania, pojawia się miejsce na coś bardziej zgodnego z tym, kim jesteśmy teraz.
To może być bolesne, ponieważ stare strategie bywają związane nie tylko z cierpieniem, ale również z poczuciem bezpieczeństwa. Rezygnacja z nich oznacza więc czasem konieczność zmierzenia się z lękiem: „Jeżeli przestanę taki/taka być, to kim będę? Czy nadal będę wartościowy/a? Czy inni nadal będą mnie chcieli? Czy sobie poradzę?”.
To są pytania o zmianę tożsamości, a nie tylko zachowania, stąd „psychiczny ruch” potrzebuje czasu.
Pomyślmy jeszcze chwilę o tańcu - nie powstaje z jednego ruchu, z jednej figury. Jest wynikiem zmiany w czasie, przechodzenia z jednego w kolejne, korzystania z energii wynikającej z poprzedniego ruchu, w kolejnym. A jednocześnie nawet w tańcu:
Istnieje jeszcze jedna pułapka związana z myśleniem o zmianie. Można przecież zacząć traktować ruch jako kolejne zadanie do wykonania: rozwijać się, pracować nad sobą, zmieniać, próbować nowych rzeczy, wychodzić ze strefy komfortu.
Wtedy ruch staje się kolejną formą przymusu, a nie o taki ruch chodzi.
Człowiek potrzebuje również zatrzymania, odpoczynku, powtarzalności i zakorzenienia. Tak jak taniec ma momenty zatrzymania, tak psychika potrzebuje okresów, w których niczego nie trzeba zmieniać.
Istotna jest możliwość przechodzenia między jednym stanem a drugim:
To właśnie odróżnia elastyczność od chaosu.
Nie chodzi zatem o to, żeby nie mieć żadnej stałości, ale o to, żeby stałość nie stała się więzieniem.
Możemy przez wiele lat bardzo sprawnie funkcjonować w jednym sposobie bycia. Możemy być odpowiedzialni, samodzielni, przewidywalni, silni i skuteczni. Możemy doskonale znać własne obowiązki, a jednocześnie coraz słabiej rozpoznawać własne potrzeby.
Czasami człowiek dopiero wtedy zauważa, że żył w bezruchu, kiedy wydarza się coś, co zmusza go do zmiany: rozstanie, choroba, zmiana pracy, dorosłość dziecka, śmierć rodzica, nowa relacja…
… albo po prostu moment, w którym dotychczasowy sposób życia przestaje wystarczać.
Nie każdą zmianę wybieramy. Możemy jednak rozwijać zdolność odpowiadania na nią.
Psychoterapia może pomóc w rozwoju zdolności odpowiadania na zmianę, ponieważ daje przestrzeń do rozpoznania tego, co dotąd działo się automatycznie. Pozwala zobaczyć własne schematy, ich historię i funkcję, a następnie sprawdzić, czy nadal odpowiadają rzeczywistości.
Nie po to, żeby stworzyć nową, idealną wersję siebie (od razu dodam, że nie ma czegoś takiego jak idealne – ja, ty:) - w zupełności wystarczy „wystarczająco dobre ja i ty”:), raczej po to, żeby odzyskać możliwość wyboru.
Co konkretne mam na myśli? Na przykład:
W tym sensie zdrowie psychiczne nie jest nieruchomą pozycją, którą trzeba utrzymać za wszelką cenę.
Jest zdolnością do pozostawania w kontakcie ze sobą, kiedy zmienia się życie.
Ciało pokazuje nam to każdego dnia.
Oddychanie jest ruchem. Chodzenie jest ruchem. Równowaga jest nieustannym dostosowywaniem się. Taniec jest ruchem i relacją. Przyroda przypomina, że wszystko, co żywe, podlega zmianie. Psychika również potrzebuje tej możliwości.
Nie po to, żeby bez końca się zmieniać. Po to, żeby móc zmienić się wtedy, kiedy życie tego wymaga.
Prawdziwe życie to ruch.