Z notatnika...

Psychoterapia i coaching

w praktyce

Wciąż ten sam typ relacji?

Wciąż ten sam typ relacji?

Dlaczego przyciągasz wciąż ten sam typ relacji?

Wyobraź sobie kogoś, kto wielokrotnie zmienia miejsce pracy.

Albo kogoś kto podejmuje nowe relacje przyjacielskie, koleżeńskie, partnerskie.

Nowe środowisko, inni ludzie, inne warunki…

Na początku to wygląda obiecująco, być może niewinnie…

  • Różni ludzie, różne historie, inne początki i inne deklaracje.
  • Każda relacja wydaje się mieć swój unikalny kontekst, swoją dynamikę i swój potencjał.

A jednak po pewnym czasie zaczyna pojawiać się coś znajomego….

Podobne napięcie, podobny sposób budowania bliskości, podobne momenty wycofania i – często – bardzo zbliżone zakończenie.

Jakby zmieniała się obsada, ale scenariusz w istocie pozostawał ten sam.

W którymś momencie trudno już to zignorować i pojawia się pytanie: czy to naprawdę przypadek?

Odpowiedź może Cię zaskoczyć: nie przyciągasz tego, co obiektywnie najlepsze.

Przyciągasz to, co jest dla Ciebie psychicznie znane. I wcale nie musi to być coś co jest dla Ciebie najlepsze.

Wyobraź sobie osobę, która dorastała w relacji, w której bliskość była warunkowa – raz dostępna, raz wycofana, przeplatająca się między ciepłem a dystansem. W takim doświadczeniu powstaje bardzo konkretny zapis: miłość nie jest spokojem i przewidywalnością, tylko napięciem, niepewnością i ciągłym „sprawdzaniem”, czy druga strona nadal jest obecna.

W dorosłym życiu ten zapis nie znika. On działa, często poza świadomą kontrolą.

Dlatego ktoś stabilny, dostępny emocjonalnie i przewidywalny może wydawać się:

  • zbyt spokojny,
  • zbyt oczywisty,
  • pozbawiony „chemii”.

Z kolei osoba niejednoznaczna, trudna, momentami wycofująca się – uruchamia intensywność, która bywa interpretowana jako głębokie uczucie.

Nie dlatego, że jest bardziej odpowiednia. Dlatego, że jest rozpoznawalna dla Twojego układu nerwowego.

To mechanizm, który działa szybciej niż refleksja.

Twoje ciało rozpoznaje wzorzec i reaguje: „to już znamy”. Problem polega na tym, że znajomość zostaje pomylona z bezpieczeństwem, a to prowadzi do powtarzania tych samych wyborów – nawet wtedy, gdy na poziomie racjonalnym widzisz ich konsekwencje.

Dlatego pojawia się wewnętrzny konflikt (czasem nieuświadomiony): „Wiem, że to nie jest dla mnie dobre, ale coś mnie tam ciągnie.” To „coś” nie jest intuicją. To zapis doświadczenia – utrwalony schemat reagowania, który przez lata był wzmacniany i powtarzany.

Można to porównać do wydeptanej ścieżki: jest znana, dostępna i automatyczna, nawet jeśli prowadzi w kierunku, którego już nie chcesz.

Sama świadomość tego mechanizmu jest ważna, ale – podobnie jak w innych obszarach funkcjonowania – nie wystarcza, by realnie zmienić sposób reagowania.

Możesz rozumieć, analizować i trafnie nazywać swoje wzorce, a mimo to w kluczowym momencie reagować dokładnie tak samo. Dzieje się tak dlatego, że w sytuacji napięcia pierwszeństwo ma to, co zapisane w układzie nerwowym, a nie to, co zostało przemyślane.

Zmiana nie polega więc na znalezieniu „lepszej osoby”, tylko na stopniowej zmianie sposobu reagowania w momentach aktywacji schematu.

W praktyce oznacza to, że zaczynasz zauważać:

  • co Cię przyciąga i jakie emocje za tym stoją,
  • co daje poczucie spokoju, ale wydaje się „mało intensywne”,
  • co uruchamia napięcie, niepewność i potrzebę „zdobywania”.

A następnie – co najtrudniejsze – uczysz się wybierać inaczej.

Nie spektakularnie i nie od razu. Raczej w małych, często niewidocznych momentach:

  • kiedy zatrzymujesz się zamiast reagować automatycznie,
  • kiedy zauważasz impuls, zamiast natychmiast za nim iść,
  • kiedy wybierasz coś spokojniejszego, nawet jeśli na początku wydaje się obce i mało przekonujące.

To moment napięcia, który wiele osób próbuje ominąć. Tymczasem to właśnie w tym napięciu zachodzi realna zmiana – nie w analizie, ale w doświadczeniu.

Zdrowa relacja bardzo często nie zaczyna się od intensywności.

Zaczyna się od spokoju, który nie uruchamia znanych schematów i dlatego bywa błędnie interpretowany jako brak chemii.

I to jest jeden z trudniejszych etapów zmiany – moment, w którym uczysz się ufać czemuś, co nie jest jeszcze w pełni „Twoje”, ale ma potencjał, by stać się nowym, bardziej stabilnym sposobem budowania relacji.