O ofierze, oprawcy i tęsknocie za wybawieniem w świecie zawodowym.
W rozmowach o pracy nader często pojawia się język walki.
Rynek:
Korporacja „odbiera życie”, szef „łamie ludzi”, system „wykorzystuje”.
Z drugiej strony równie często słychać opowieść odwrotną:
W obu narracjach jest coś podobnego. Świat zostaje podzielony na strony konfliktu:
Psychologia opisuje ten mechanizm od dawna. Stephen Karpman nazwał go trójkątem dramatycznym.
W jego centrum znajdują się trzy role:
Człowiek potrafi przemieszczać się między nimi płynnie, czasem nawet w ciągu jednej rozmowy. Szczególnie łatwo dzieje się to tam, gdzie pojawia się przewlekłe napięcie, poczucie zależności albo lęk o własną wartość.
Rynek pracy staje się dziś jednym z głównych obszarów, na które te napięcia są przenoszone.
Przyjrzyjmy się myśli o takim świecie, który zorganizowany jest wokół przetrwania.
Świecie, w którym człowiek funkcjonuje pod nieustanną presją utrzymania pozycji, bezpieczeństwa i dostępu do zasobów. Współczesna walka nie przypomina już walki o schronienie czy pożywienie. Przybiera postać napięcia psychicznego związanego z pracą, statusem i ekonomiczną niepewnością.
Ten fragment oddaje dość dobrze doświadczenie wielu osób trafiających dziś do gabinetów terapeutycznych i coachingowych. Zmęczenie zawodowe coraz rzadziej wynika wyłącznie z nadmiaru obowiązków. Znacznie częściej dotyczy życia w stanie ciągłej mobilizacji. Człowiek zaczyna funkcjonować tak, jakby cały czas miał coś udowadniać, zdobywać albo zabezpieczać.
W terapii schematów regularnie pojawiają się w takich sytuacjach:
W codziennym doświadczeniu wygląda to mniej akademicko, a bardziej zwyczajnie.
Np. Ktoś nie potrafi odpocząć bez poczucia winy. Ktoś inny panicznie reaguje na krytykę ze strony przełożonego. Jeszcze Ktoś przez lata pracuje ponad siły, ponieważ głęboko wierzy, że tylko użyteczność daje mu prawo do miejsca w świecie.
Praca przestaje być wtedy jednym z obszarów życia. Zaczyna pełnić funkcję psychicznego systemu podtrzymywania własnej wartości.
Nie sposób uczciwie mówić o rynku pracy bez uwzględnienia realnych nadużyć. Toksyczne organizacje istnieją. Istnieją szefowie upokarzający ludzi, firmy wykorzystujące lęk ekonomiczny i kultury pracy oparte na chronicznym przeciążeniu.
Równocześnie w gabinecie terapeutycznym widać jeszcze jeden mechanizm:
Człowiek nie reaguje wyłącznie na obecną sytuację zawodową. Reaguje także na własną historię emocjonalną.
Przełożony zaczyna przypominać rodzica, którego trzeba nieustannie zadowalać. Ocena roczna uruchamia dawny lęk przed odrzuceniem. Restrukturyzacja wywołuje nie tylko obawę o finanse, lecz także doświadczenie utraty miejsca i znaczenia.
Psychodynamiczne rozumienie pracy od dawna pokazuje, że relacje zawodowe bardzo łatwo stają się sceną dla wcześniejszych konfliktów wewnętrznych. Człowiek nie wchodzi do firmy wyłącznie z kompetencjami. Wnosi tam również własne doświadczenia zależności, zawstydzenia, rywalizacji, głodu uznania i lęku przed byciem niewystarczającym.
W takim stanie rynek pracy zaczyna być przeżywany jak oprawca. Nawet wtedy, gdy obiektywna sytuacja jest bardziej złożona.
Słowo „ofiara” budzi opór, ponieważ kojarzy się z oskarżeniem albo umniejszaniem cierpienia. Tymczasem w ujęciu psychoterapeutycznym oznacza przede wszystkim określony sposób przeżywania siebie i świata.
Pozycja ofiary daje człowiekowi pewien rodzaj psychicznej ulgi:
Widać to szczególnie u osób, które przez lata budowały swoją wartość na osiągnięciach. Perfekcyjnych menedżerów, ekspertów, specjalistów funkcjonujących w trybie ciągłego dowożenia wyników. „Fasady eksperta”, za którą często ukryta jest znacznie większa kruchość psychiczna, niż otoczenie przypuszcza.
Moment utraty pracy albo zawodowej pozycji bywa dla takich osób doświadczeniem niemal narcystycznego załamania. Rozpada się nie tylko struktura codzienności. Chwieje się także odpowiedź na pytanie: „Kim jestem, jeśli przestaję być potrzebny?”
Część osób zaczyna wtedy szukać ratunku z ogromną intensywnością. Nie analizują jeszcze siebie ani rynku. Szukają przede wszystkim ukojenia lęku.
Wtedy pojawia się rola wybawiciela.
Wybawiciel rzadko przychodzi dziś pod postacią konkretnej osoby. Znacznie częściej przybiera formę idei.
Może nim być:
W samym korzystaniu z pomocy nie ma nic niedojrzałego. Człowiek rozwija się przecież w relacjach i poprzez relacje. Kłopot pojawia się w chwili, gdy nowe rozwiązanie zaczyna pełnić funkcję emocjonalnego wybawienia.
Wtedy pojawiają się fantazje:
- „Kiedy znajdę właściwe zajęcie, wszystko wróci na swoje miejsce”.
- „Jeśli odejdę z korporacji, odzyskam siebie”.
- „Nowa ścieżka zawodowa sprawi, że wreszcie poczuję spokój”.
Pod powierzchnią takich przekonań często kryje się bardzo stara tęsknota. Nie chodzi wyłącznie o pracę. Chodzi o pragnienie doświadczenia bezpieczeństwa, uznania i wewnętrznej pełni, których wcześniej zabrakło.
Z tego powodu część osób zmienia zawody, kończy kolejne szkolenia, buduje nowe projekty, a mimo to nadal doświadcza podobnego napięcia. Zewnętrzne okoliczności się zmieniają, natomiast wewnętrzny sposób przeżywania siebie pozostaje niemal identyczny.
Trójkąt dramatyczny porządkuje emocje.
Człowiek cierpiący psychicznie bardzo potrzebuje prostych odpowiedzi. Jeśli istnieje oprawca, łatwiej zrozumieć własny ból. Jeśli pojawia się wybawiciel, można odzyskać nadzieję.
Znacznie trudniej przyjąć, że rzeczywistość zawodowa bywa jednocześnie:
Jeszcze trudniejsze okazuje się uznanie, że część cierpienia zawodowego nie rodzi się wyłącznie w aktualnym miejscu pracy. Niejednokrotnie wyrasta z dawnych doświadczeń emocjonalnych, które dopiero w pracy znajdują swoje ujście.
Człowiek zaczyna wtedy walczyć nie tylko o stanowisko czy wynagrodzenie. Walczy również o poczucie znaczenia, miłości, uznania i prawa do istnienia.
Wyjście z trójkąta dramatycznego nie polega na naiwnym optymizmie ani na powtarzaniu, że „wszystko zależy od nas”. Taka narracja równie łatwo zamienia się w przemoc wobec samego siebie.
Potrzebne jest raczej odzyskiwanie pozycji podmiotu. Powolne oddzielanie własnej wartości od pozycji zawodowej. Uczenie się rozpoznawania schematów, które uruchamiają się w relacjach z autorytetami, oceną i zależnością ekonomiczną.
Tego rodzaju proces wymaga zwykle więcej niż jednorazowej decyzji o zmianie pracy. Wymaga rozwijania zdolności do regulowania emocji, budowania bardziej realistycznego obrazu siebie i tolerowania niepewności bez natychmiastowego szukania ratunku.
Czasami pojawia się również doświadczenie żałoby:
Wraz z tym zaczyna pojawiać się coś znacznie spokojniejszego i dojrzalszego. Praca odzyskuje swoje miejsce. Staje się ważną częścią życia, ale przestaje być sądem ostatecznym nad wartością człowieka.
Wtedy pytanie o zmianę zawodową brzmi już inaczej. Nie dotyczy wyłącznie tego, „co robić”, lecz również tego, z jakiego miejsca psychicznego chce się dalej żyć i pracować.