Z notatnika...

Psychoterapia i coaching

w praktyce

Odpoczywanie w codzienności

Odpoczywanie w codzienności

Odpoczynek nie jest „przypisany” do urlopu. Jest integralną częścią życia.

Odpoczynek po wakacjach

Kiedyś odpoczynkowi w codzienności pomagał rytm przyrody, naturalne światło lub jego brak, religia, codzienne, mocno wpisane w życie zwyczaje.

Postęp, udoskonalenia techniki z założenia miały pomagać w odpoczynku (tak, wiem – przede  wszystkim miały pomagać w produktywności:), ale w odpoczynku także, tymczasem dzieje się różnie…

A zatem jak nauczyć się odpoczywać w zwyczajnym życiu

Po urlopie, jeszcze przez kilka dni mówimy, że „czujemy” jego działanie. Być może rano łatwiej się obudzić, myśli nie biegną tak szybko, ciało nie jest stale napięte. Pojawia się większa cierpliwość, czasem nawet ochota na rzeczy, na które przed urlopem zdecydowanie nie było już przestrzeni wewnętrznej, czy zewnętrznej.  Można mieć wrażenie, że wróciło coś własnego, co przez wiele tygodni zostało przykryte przez pracę, obowiązki i ciągłe „muszę”.

Ale, kiedy przychodzi pierwszy pourlopowy poniedziałek…

Wraca kalendarz, skrzynka mailowa, spotkania, decyzje i odpowiedzialność. Wymagająca praca znów oczekuje nierzadko ponadprzeciętnej koncentracji, szybkości reagowania i pozostawania w gotowości. Jeżeli do tego dochodzą obowiązki rodzinne i domowe, codzienność bardzo szybko zaczyna przypominać tę sprzed urlopu. To jest ten moment, kiedy mówimy, że już zapomnieliśmy o urlopie…

Racjonalnym zatem jest stawianie sobie pytania, nie tylko jak dobrze wypocząć podczas wakacji, ale także:

Jak sprawić, żeby odpoczynek nie musiał czekać do następnego urlopu?

Nie chodzi oczywiście o to, żeby codzienne życie przypominało wakacje. Człowiek nie może i nie powinien przez cały rok funkcjonować w rytmie urlopowym. Praca, wysiłek, odpowiedzialność, ambicja i zaangażowanie są częścią dorosłego życia. Dla wielu osób intensywność pracy jest także źródłem satysfakcji i poczucia sensu. Problem jest gdzie indziej.

Problem jest wtedy, gdy życie składa się niemal wyłącznie z mobilizacji, a odpoczynek pojawia się dopiero wtedy, kiedy organizm nie jest już w stanie dalej pracować.

W pierwszych częściach tego cyklu (cykl pt. „Odpoczynek”, pojawił się w wakacje – zapraszam do sięgnięcia po niego) pisałam o odpoczynku jako doświadczeniu bezpieczeństwa i o zdolności do bycia bez konieczności ciągłego działania. Potem zapraszałam do przyglądania się temu, dlaczego zatrzymanie może uruchamiać napięcie, wewnętrznego krytyka albo potrzebę ucieczki od własnego doświadczenia.

Teraz zróbmy kolejny krok. Nawet jeśli zaczynamy rozumieć, dlaczego odpoczynek jest trudny, pozostaje pytanie: jak znaleźć nań miejsce w zwyczajnym życiu, kiedy nie mamy dwóch tygodni urlopu, pięknego widoku za oknem i całego dnia bez obowiązków?

Odpoczynek nie może być nagrodą za dobrze wykonaną pracę

Wiele osób funkcjonuje według zasady, która na pierwszy rzut oka wydaje się rozsądna: najpierw zrobię to, co trzeba, a kiedy skończę, odpocznę (czyli znane chyba nam wszystkim powiedzenie: „najpierw obowiązki, potem przyjemności”).

Ale, bądźmy ze sobą szczerzy - w dorosłym życiu rzadko można powiedzieć: „Teraz już wszystko zostało zrobione”.

  • W pracy zawsze można coś dopracować, sprawdzić, przeczytać albo przygotować na następny dzień.
  • Własna działalność potrafi nie mieć wyraźnej granicy między godzinami pracy a czasem wolnym.
  • W zawodach opartych na wiedzy trudno czasem nawet określić moment, w którym praca się kończy, ponieważ zawsze można jeszcze coś przemyśleć, doczytać, zgłębić.
  • A obowiązki domowe zdają się po prostu nie mieć końca.

Jeżeli odpoczynek ma się rozpocząć dopiero po wykonaniu wszystkich zadań, człowiek może przez lata czekać na moment, który… nie nadejdzie.

Dlatego odpoczynek potrzebuje innego miejsca w codziennym rytmie. Nie jako nagroda za produktywność, lecz jako część funkcjonowania, która pozwala tej produktywności nie zamienić się w chroniczne przeciążenie.

  • Może to oznaczać świadome zakończenie pracy o określonej porze, nawet jeśli kilka rzeczy pozostaje jeszcze niedomkniętych.
  • Może oznaczać przerwę w ciągu dnia, podczas której rzeczywiście odchodzimy od pracy, zamiast tylko przełączyć się z jednego zadania na inne.
  • Może oznaczać wieczór, w którym nie nadrabiamy zaległości, choć następnego dnia nadal będzie coś do zrobienia.

Ba,  to właśnie jest trudne, powiecie. Przecież często wiemy, jak odpoczywać, nawet bardzo dobrze wiemy. Trudność polega na tym, że wewnętrznie nie czujemy, że mamy do tego prawo.

Kiedy odpoczynek uruchamia schemat

W terapii (tu posłużę się nazewnictwem z terapii schematów) można dobrze zobaczyć, dlaczego racjonalna decyzja o odpoczynku czasami przegrywa z wewnętrznym przymusem działania.

Jednym z najczęściej uruchamiających się wzorców są NIEUSTĘPLIWE STANDARDY.

Człowiek ma poczucie, że powinien być bardziej efektywny, bardziej przygotowany, bardziej kompetentny, bardziej zaangażowany. To nie musi być świadoma ambicja. Często działa jak wewnętrzna norma, według której zawsze można zrobić jeszcze trochę.

Kiedy więc kończy pracę o siedemnastej, nie pojawia się ulga, lecz myśl:

  • „Mogłam/łem jeszcze przygotować jutrzejsze spotkanie”.

Albo:

  • „Skoro mam jeszcze energię, powinna/ powinienem ją wykorzystać”.

Albo:

  • „Inni pewnie nadal pracują”.

W takiej sytuacji odpoczynek nie jest już neutralnym doświadczeniem. Staje się odstępstwem od własnych (nieustępliwych, wysokich) standardów.

Podobnie może działać POSZUKIWANIE UZNANIA.

Osoba, która nauczyła się budować poczucie własnej wartości poprzez osiągnięcia, kompetencję i pozytywną ocenę innych, może mieć trudność z wycofaniem się z aktywności. Jej praca nie jest już tylko pracą. Jest również jednym ze sposobów odpowiadania sobie na pytanie: „Czy jestem wystarczająco dobra/dobry?”.

Wtedy odmowa (także ta wewnętrzna) wykonania dodatkowego zadania może wywoływać nieproporcjonalnie silny niepokój.

  • „Co sobie o mnie pomyślą?”
  • „Czy nie uznają, że mi nie zależy?”
  • „Czy nadal będą mnie postrzegać jako osobę, na której można polegać?”

Człowiek może więc pracować nie dlatego, że zadanie jest rzeczywiście potrzebne, lecz dlatego, że poprzez pracę reguluje własne poczucie wartości.

Kolejnym wzorcem może być SAMOPOŚWIĘCENIE.

Tutaj trudność z odpoczynkiem ma nieco inny charakter. Osoba potrafi zauważyć własne zmęczenie, ale potrzeby innych automatycznie uznaje za ważniejsze. Jeżeli koleżanka potrzebuje pomocy, klient prosi o dodatkowy termin, partner ma trudniejszy dzień, a dziecko czegoś potrzebuje, własny odpoczynek zostaje przesunięty.

Nie musi nawet pojawić się świadoma decyzja. To jest pewien automatyzm: „Najpierw zajmę się nimi, potem sobą”.

Tyle że owo „potem” może być nieustannie odsuwane.

Z Samopoświęceniem może łączyć się PODPORZĄDKOWANIE, zwłaszcza wtedy, gdy człowiek ma trudność z odmawianiem i wyrażaniem własnych potrzeb, ponieważ spodziewa się dezaprobaty, konfliktu albo odrzucenia.

Wtedy odpoczynek wymaga czasem czegoś znacznie trudniejszego niż znalezienia wolnej godziny. Wymaga powiedzenia komuś: „Nie zrobię tego teraz”, „Nie mogę się tym zająć”, „Potrzebuję czasu dla siebie”.

Dla osoby, która przez lata uczyła się dostosowywać do innych, może to być doświadczenie bardzo obciążające.

Jest jeszcze DEPRYWACJA EMOCJONALNA, która może być mniej oczywista w kontekście odpoczynku. Jeżeli w dzieciństwie potrzeby emocjonalne były słabo zauważane, człowiek może dorosnąć z przekonaniem, że właściwie nie powinien oczekiwać troski, zainteresowania czy zaopiekowania (też od siebie). Może świetnie funkcjonować, ale mieć niewielki kontakt z własnym pytaniem: „Czego ja teraz potrzebuję?”.

Wtedy odpoczynek również staje się trudny, ponieważ wymaga rozpoznania potrzeby, zanim jeszcze można na nią odpowiedzieć.

Za tymi schematami zwykle stoi konkretna historia

Nie powstają one dlatego, że ktoś był zbyt ambitny albo „nie umie odpuszczać”.

Dziecko może nauczyć się, że jest szczególnie cenione wtedy, kiedy dobrze się uczy, pomaga, jest odpowiedzialne i nie sprawia problemów. Jeżeli pochwała i zainteresowanie pojawiają się przede wszystkim w odpowiedzi na osiągnięcia, dziecko może zacząć łączyć własną wartość z tym, co robi.

Może też dorastać w domu, w którym odpoczynek jest źle widziany. W rodzinie dużo mówi się o obowiązkach, pracowitości i tym, że „nie ma czasu na siedzenie”. Dziecko słyszy, że inni ciężko pracują i nie narzekają. Z czasem taki sposób mówienia staje się jego własnym głosem.

Inna historia prowadzi przez parentyfikację. Dziecko, które wcześnie przejmuje odpowiedzialność za innych, może nauczyć się bardzo dobrze rozpoznawać cudze potrzeby, a znacznie gorzej własne. W dorosłości często świetnie funkcjonuje w sytuacjach wymagających odpowiedzialności. Trudniej jest mu natomiast pozwolić sobie na zależność, otrzymywanie pomocy czy zwykłe nicnierobienie.

Nie zawsze chodzi o konkretne komunikaty wypowiadane wprost.

Dzieci uczą się z życia nie tylko z tego co słyszą, ale z tego co widzą i czego doświadczają. Jeśli dziecko po prostu doświadcza, że rodzic jest stale zmęczony, zestresowany albo nieobecny emocjonalnie, samo uczy się, że lepiej nie dokładać mu własnych potrzeb. Zaczyna samo się organizować, samo rozwiązywać problemy i samo regulować emocje. Przypomnę tylko, że zdrowego regulowania własnych emocji nie za bardzo da się nauczyć w pojedynkę, zwłaszcza, gdy jest się dzieckiem. To jest ten aspekt życia, w którym relacja jest kluczowa.

Taka samodzielność „dzielnego dziecka” może później stać się ogromnym zasobem. Tyle, że zwykle ma także wysoką cenę. Jako dorosły może nie zauważać, że znowu robi wszystko sam, nawet wtedy, kiedy nie musi.

Czasem aktywność chroni przed tym, co pojawia się w ciszy

Z perspektywy psychodynamicznej przymus działania można rozumieć także jako sposób regulowania trudnych stanów emocjonalnych.

  • Jeżeli działam, mam poczucie wpływu.
  • Jeżeli organizuję, nie muszę doświadczać chaosu.
  • Jeżeli rozwiązuję problemy, nie muszę czuć bezradności.
  • Jeżeli jestem potrzebna innym, nie muszę konfrontować się z poczuciem własnej niewystarczalności (tu dodam dla tych, których zdanie zaskoczyło – tak, nikt z nas nie jest samowystarczalny…)

Nie zawsze odbywa się to świadomie (a wręcz zazwyczaj nieświadomie). Mechanizmy obronne właśnie na tym polegają, że pomagają psychice radzić sobie z doświadczeniem, które w danym momencie jest (było) zbyt trudne albo zbyt bolesne, by przeżyć je bezpośrednio. A potem ten sposób funkcjonowanie niejako „wchodzi w nawyk”.

Praca może więc czasem pełnić funkcję obronną. Nie oznacza to, że sama praca jest czymś złym albo że za każdą ambicją należy szukać ukrytego problemu. Chodzi raczej o możliwość zauważenia, że ta sama aktywność może mieć różne funkcje psychiczne.

  • Jedna osoba pracuje dużo, ponieważ lubi swoją pracę i potrafi po niej odpocząć.
  • Druga pracuje równie dużo, ale kiedy pojawia się wolny wieczór, czuje niepokój i natychmiast szuka kolejnego zadania.

Te same osoby z zewnątrz mogą wyglądać podobnie, ale wewnętrznie ich doświadczenie może być zupełnie inne.

Dlatego warto obserwować moment przejścia

Bardzo interesujący jest sam moment, w którym kończy się działanie, pracę, aktywność

  • Laptop zostaje zamknięty.
  • Telefon przestaje dzwonić.
  • Nie ma już pilnego zadania.

Zauważ, co wtedy się pojawia?

Może być to ulga (chwilowa?, dłuższa?), a może od razu, albo zaraz pojawia się napięcie. Może poczucie winy, nuda, niepokój, pustaka, smutek, potrzeba natychmiastowego zajęcia się czymś…

I temu momentowi możemy się przyjżeć w psychoterapii.

Jeżeli człowiek mówi: „Nie potrafię odpoczywać”, ciekawi mnie nie tylko o to, co robi zamiast odpoczywać, lecz także: „Czego doświadcza Pan/Pani wtedy, kiedy nic nie robi?”

Odpowiedź może prowadzić do bardzo różnych obszarów.

  • Jedna osoba odkryje, że słyszy wtedy głos Wymagającego Rodzica: „Powinnaś/powinieneś robić coś pożytecznego”.
  • Inna zauważy Karzącego Rodzica: „Jesteś leniwa/y, skoro siedzisz bezczynnie”.
  • Jeszcze inna zobaczy, że natychmiast zaczyna sprawdzać telefon, ponieważ trudno jej pozostać w kontakcie z własnym napięciem.
  • Ktoś może natomiast odkryć coś jeszcze bardziej podstawowego: kiedy nie jest zajęty, pojawia się smutek, którego od dawna nie dopuszczał do świadomości.

Problemem nie jest brak umiejętności odpoczywania. Problemem jest to, że zatrzymanie odsłania doświadczenie, przed którym człowiek przez lata chronił się działaniem.

Ciało może pomóc zauważyć to wcześniej

W poprzednich częściach cyklu ciało pojawiało się jako ważny wskaźnik tego, co dzieje się w psychice. Warto wrócić do tej perspektywy również w codziennym życiu.

Nie chodzi o to, żeby każdemu napięciu przypisywać psychologiczne znaczenie. Zmęczenie może mieć wiele przyczyn, podobnie jak problemy ze snem czy koncentracją. Wymagają one czasem również oceny stanu zdrowia i warunków życia.

Można jednak nauczyć się zauważać własny rytm.

  • Jak ciało reaguje po kilku godzinach intensywnej pracy?
  • Co dzieje się z oddechem?
  • Czy napięcie utrzymuje się również wtedy, kiedy zadanie zostało zakończone?
  • Czy potrafię przejść z pobudzenia do spokoju, czy potrzebuję jeszcze długo pozostawać w aktywności?
  • Czy po odpoczynku czuję większą swobodę, ciekawość i kontakt ze sobą, czy raczej tylko chwilowe odcięcie od zmęczenia?

To ostatnie rozróżnienie jest szczególnie ważne.

W poprzednim tekście od odpoczynku można przeczytać m.in. o trybie Odłączonego Samouspokajacza, który może przynosić ulgę poprzez odcięcie od emocji. Telefon, serial, bezmyślne przewijanie treści czy inne formy natychmiastowej stymulacji mogą rzeczywiście zmniejszyć napięcie, ale niekoniecznie prowadzą do regeneracji.

Odpoczynek jest czymś więcej niż chwilowym znieczuleniem.

Pozwala wrócić do kontaktu z własnym doświadczeniem w stanie, w którym nie trzeba już przed nim uciekać.

A co, jeżeli naprawdę nie ma kiedy odpocząć?

Tutaj potrzebna jest ostrożność, żeby psychologia nie stała się kolejnym sposobem obwiniania człowieka za warunki, w których żyje.

Jeżeli ktoś pracuje po kilkanaście godzin dziennie, opiekuje się małym dzieckiem, zajmuje się bliską osobą albo funkcjonuje w środowisku zawodowym, które wymaga stałej dostępności, nie wystarczy powiedzieć mu, żeby „lepiej zarządzał energią”.

Czasami problem rzeczywiście znajduje się poza psychiką. Może potrzebna jest zmiana zakresu obowiązków, sposobu pracy, granic albo relacji. Bywa, że konieczna jest zmiana środowiska zawodowego.

Psychoterapia nie służy temu, by uczyć człowieka, jak bardziej efektywnie znosić życie, które permanentnie przekracza jego możliwości.

Dopiero kiedy uwzględnimy realne warunki, możemy przyjrzeć się temu, co pochodzi z wewnątrz.

Czasem człowiek nie odpoczywa, ponieważ nie ma na to przestrzeni. A czasem przestrzeń istnieje, tylko nie potrafi z niej skorzystać. Te dwie sytuacje mogą wyglądać podobnie, ale prawdopodobnie będę wymagały całkiem innej pracy.

Codzienny odpoczynek nie musi wyglądać jak wakacje

Może być znacznie mniej spektakularny.

Dwadzieścia minut spaceru po pracy. Spokojne zjedzenie kolacji bez telefonu. Kilkanaście minut ciszy przed rozpoczęciem kolejnego zadania. Wieczór, w którym nie nadrabiamy zaległości. Sen potraktowany jako potrzeba organizmu, a nie przeszkoda w realizacji planu.

Nie chodzi o to, żeby wszystkie te elementy wpisać do kalendarza i stworzyć sobie kolejny projekt pod tytułem „efektywna regeneracja”. To byłoby dość ironiczne, a może nawet okrutne. Jeżeli odpoczynek stanie się następnym obszarem, w którym trzeba osiągać wyniki, niewiele się zmieni.

Znacznie ważniejsze jest stopniowe budowanie przekonania, że życie nie musi być wypełnione działaniem, żeby było wartościowe.

W tym miejscu zgodzą się wszystkie modalności pracy psychoterapeutycznej, na przykład spotka się perspektywa psychodynamiczna i terapia schematów.

Psychodynamicznie możemy pytać o to, przed czym chroni mnie ciągła aktywność.

W terapii schematów możemy pytać, który schemat lub tryb sprawia, że odpoczynek staje się trudny i czego potrzebuje Wrażliwe Dziecko, kiedy pojawia się zmęczenie.

Zdrowy Dorosły (a tę część w sobie rozwijamy zawsze pracując w swoim procesie psychoterapii) nie odpowiada na zmęczenie kolejnym wymaganiem. Potrafi rozpoznać ograniczenie i potraktować je poważnie. Potrafi też przeciwstawić się Wymagającemu i Karzącemu Rodzicowi (tym naszym wewnętrznym częściom), kiedy ich głosy każą działać mimo wyczerpania.

Szczęśliwe Dziecko (tak ważna nasza wewnętrzna część) wnosi natomiast coś, czego w dorosłym życiu łatwo się pozbyć: doświadczanie takiej przyjemności, która nie musi prowadzić do żadnego rezultatu:

  • Nie trzeba być produktywnym, żeby spacer miał sens.
  • Nie trzeba się rozwijać, żeby można było czytać książkę.
  • Nie trzeba odpoczywać „właściwie”, żeby ciało mogło zwolnić.

Być może właśnie tego warto nauczyć się po wakacjach

Nie tego, jak zatrzymać się na dwa tygodnie. Tylko tego, jak nie opuszczać siebie przez pozostałe pięćdziesiąt tygodni roku.

Wymaga to czasem bardzo konkretnych zmian w organizacji codziennego życia.

  • Czasem postawienia granicy w pracy, ograniczenia dostępności, zrezygnowania z części obowiązków albo przyjęcia, że nie wszystko zostanie zrobione.
  • Czasem wymaga natomiast pracy psychoterapeutycznej, ponieważ człowiek wie, że powinien odpoczywać, ma nawet ku temu warunki, ale nie odpoczywa, a bywa, że samo zatrzymanie uruchamia lęk, poczucie winy albo przymus działania.

Wtedy warto nie pytać wyłącznie: „Jak mam nauczyć się odpoczywać?”. Może ważniejsze będzie pytanie: „Czego nauczyłam/ nauczyłem się o sobie, kiedy niczego nie robię?”

  • Czy jestem wtedy nadal wartościowa?
  • Czy nadal zasługuję na uznanie?
  • Czy ktoś nadal będzie mnie potrzebował?
  • Czy mogę odmówić?
  • Czy mogę czegoś nie doprowadzić do końca?
  • Czy mogę pozwolić, żeby ktoś przez chwilę zrobił coś za mnie?
  • Czy mogę być zmęczona, nie będąc jednocześnie słaba?
  • Czy mogę po prostu być, bez konieczności uzasadniania swojej wartości kolejnym osiągnięciem?

Odpowiedzi na te pytania prowadzą znacznie dalej niż do sposobów na lepszy urlop. Prowadzą do tego, jak człowiek nauczył się traktować własne potrzeby, granice, zależność i własną wartość. I wtedy odpoczynek przestaje być tylko przerwą w pracy. Staje się jednym z miejsc, w których można zobaczyć, jak właściwie żyjemy ze sobą na co dzień.

I być może to jest najważniejsza rzecz, którą można przywieźć z wakacji: nie potrzebę kolejnego urlopu, lecz doświadczenie, że można żyć trochę wolniej, zanim organizm zmusi nas do zatrzymania.