Jeśli trudność z przyjmowaniem sukcesu ma swoje źródło w historii człowieka, sama świadomość tego mechanizmu nie zawsze wystarcza, żeby coś rzeczywiście się zmieniło. Potrzebne może być stopniowe budowanie zgody na to, że można być widocznym, skutecznym, niezależnym czy zadowolonym z siebie, nie tracąc przy tym więzi z innymi ani poczucia, że pozostaje się sobą. To proces, w którym własne możliwości przestają być czymś, przed czym trzeba się chronić.
Praca nad trudnościami związanymi z osiąganiem nie musi zaczynać się od zwiększania motywacji ani od kolejnego planu działania. Czasem bardziej pomocne okazuje się zatrzymanie w momencie, w którym coś zaczyna dobrze wychodzić i przyjrzenie się temu, co wtedy dzieje się w naszym wewnętrznym świecie.
Warto również przyjrzeć się temu, jakie znaczenie sukces miał w naszej rodzinie, jakie role pełniliśmy w dzieciństwie i czego nauczyliśmy się o własnych potrzebach, ambicjach oraz prawie do niezależności. Być może okaże się, że wciąż kierujemy się przekonaniami, które kiedyś pomagały nam zachować więź z bliskimi, ale dzisiaj utrudniają nam korzystanie z własnych możliwości.
W terapii można stopniowo rozpoznawać te przekonania, przyglądać się emocjom, które im towarzyszą, i rozwijać bardziej elastyczne sposoby reagowania.
Istotne jest również wzmacnianie, tej części w nas, o której mówimy Zdrowy Dorosły, czyli ten w nas, który potrafi uznać własne potrzeby, realistycznie ocenić możliwości i podejmować decyzje bez podporządkowywania się automatycznie dawnym lękom.
Perspektywa psychodynamiczna pozwala natomiast przyjrzeć się temu, jak wcześniejsze relacje wpłynęły na nasze przeżywanie ambicji, zależności, autonomii i własnej wartości.
W relacji terapeutycznej mogą ujawniać się również sposoby przeżywania siebie i innych, które wcześniej pozostawały poza świadomością, a które nadal wpływają na to, jak reagujemy na uznanie, bliskość czy możliwość zmiany.
Nie chodzi przy tym o to, żeby nauczyć się osiągać więcej za wszelką cenę. Chodzi o to, żeby móc rozpoznać własne pragnienia, zaakceptować swoje możliwości i podejmować decyzje bez konieczności podporządkowywania ich dawnym ograniczeniom.
Warto pamiętać, że nie każda rezygnacja z celu jest przejawem autosabotażu, podobnie jak nie każde wycofanie się przed ważnym krokiem oznacza lęk przed sukcesem. Czasem człowiek rzeczywiście odkrywa, że to, do czego przez lata dążył, nie odpowiada już jego potrzebom albo nigdy nie było w pełni jego własnym pragnieniem.
Być może wybrał określoną drogę, ponieważ oczekiwali tego rodzice, ponieważ w jego środowisku sukces oznaczał konkretny status albo dlatego, że wierzył, iż dopiero po osiągnięciu określonego poziomu będzie mógł uznać swoje życie za udane. Z czasem może jednak odkryć, że cena, którą płaci za realizację tego celu, jest zbyt wysoka, a to, co miało przynieść spełnienie, oddala go od życia, którego naprawdę potrzebuje.
W takim przypadku rezygnacja może być wyrazem większej świadomości siebie, a nie nieświadomego lęku. Może oznaczać, że człowiek zaczyna odróżniać własne pragnienia od oczekiwań, które przez lata uznawał za swoje.
Dojrzałość nie polega przecież na tym, żeby skuteczniej realizować wszystkie ambitne cele, które kiedyś sobie wyznaczyliśmy. Polega również na tym, żeby umieć sprawdzić, które z nich rzeczywiście są zgodne z naszymi wartościami, potrzebami i wyobrażeniem o dobrym życiu na danym jego etapie.
Czasem potrzebujemy odwagi, żeby sięgnąć po coś, czego przez lata sobie odmawialiśmy. Innym razem potrzebujemy odwagi, żeby przyznać, że już tego nie chcemy.
W obu przypadkach chodzi o możliwość podejmowania decyzji z większą świadomością siebie, zamiast automatycznego odtwarzania dawnych przekonań i sposobów funkcjonowania.
Niechciane sukcesy przypominają nam, że człowiek nie zawsze potrafi bez trudu przyjąć to, czego świadomie pragnie. Czasem własne możliwości budzą niepokój, ponieważ wiążą się z koniecznością zmiany dotychczasowego obrazu siebie, opuszczenia znanej roli albo zmierzenia się z emocjami, które przez lata pozostawały poza świadomością.
W takich sytuacjach psychoterapia może pomóc zrozumieć, jakie doświadczenia ukształtowały nasze przekonania o sobie i świecie, jakie potrzeby pozostawały niezaspokojone i dlaczego określone sposoby ochrony nadal wpływają na nasze decyzje.
Nie chodzi o to, żeby za wszelką cenę pokonać własne ograniczenia ani udowodnić sobie, że potrafimy więcej, niż dotąd sądziliśmy. Chodzi o możliwość stopniowego budowania takiego poczucia siebie, w którym własna siła, niezależność i potrzeby nie muszą już oznaczać zagrożenia dla więzi ani powodu do wstydu.
Dla wielu osób dzięki takiej pracy wewnętrznej, lepszym rozumieniu siebie i swojej historii życia, sukces przestaje być czymś, na co trzeba nieustannie zasługiwać, a staje się jednym z możliwych doświadczeń życia, które rzeczywiście wybieramy.
Przyjmowanie własnego sukcesu nie musi oznaczać przekonania, że odtąd wszystko będzie łatwe ani że każda ambicja zasługuje na realizację.
Chodzi raczej o możliwość spojrzenia na własne pragnienia bez automatycznego podejrzewania ich o egoizm, zdradę, przesadną ambicję czy niebezpieczeństwo.
Człowiek może wtedy coraz swobodniej decydować, ile chce osiągnąć, jak chce żyć i co naprawdę jest dla niego ważne, zamiast pozostawać w konflikcie między potrzebą rozwoju a potrzebą zachowania bezpieczeństwa i przynależności.
Warto pamiętać, że czasem najtrudniejsze nie jest osiągnięcie tego, czego pragniemy, lecz uznanie, że mamy prawo to osiągnąć, przyjąć i uczynić częścią własnego życia.