Samo dążenie do celu może być psychicznie łatwiejsze niż znalezienie dla siebie miejsca po jego osiągnięciu. Dopóki sukces pozostaje przed nami, można koncentrować się na wysiłku, planowaniu i kolejnych zadaniach. Kiedy staje się rzeczywistością, pojawia się pytanie, czy potrafimy go przyjąć bez natychmiastowego pomniejszania własnych osiągnięć, szukania kolejnego celu albo poczucia, że wciąż powinniśmy zrobić więcej.
Dążenie do celu ma swoją strukturę. Wiemy, co trzeba zrobić, możemy planować, rozwijać kompetencje, podejmować kolejne działania i stopniowo zbliżać się do tego, co chcemy osiągnąć. Sam proces może dawać poczucie sensu, kierunku i kontroli, nawet jeśli wymaga dużego wysiłku.
Osiągnięcie celu zmienia jednak sytuację. Nagle trzeba odnaleźć się w nowym miejscu, przyjąć to, co się wydarzyło, i zacząć żyć z konsekwencjami własnego sukcesu. Dla niektórych osób oznacza to konieczność porzucenia dotychczasowej tożsamości, dla innych zmianę relacji, a dla jeszcze innych konfrontację z pytaniem, czy rzeczywiście potrafią czerpać satysfakcję z tego, co osiągnęły.
Może się również okazać, że sukces nie przynosi oczekiwanej ulgi, ponieważ człowiek przez lata wiązał z nim nadzieję na rozwiązanie problemów, które w rzeczywistości nie zależały wyłącznie od zewnętrznych osiągnięć.
Jeżeli ktoś wierzy, że dopiero awans, większe zarobki albo uznanie innych pozwolą mu poczuć się wystarczająco wartościowym, może odkryć, że po osiągnięciu celu nadal towarzyszy mu wewnętrzne poczucie braku. Nie oznacza to, że sukces nie ma znaczenia, lecz że nie zawsze jest w stanie zaspokoić potrzeby emocjonalne, które człowiek z nim wiązał.
Wtedy może pojawić się rozczarowanie, a czasem również nieświadoma potrzeba powrotu do znanego sposobu funkcjonowania, w którym własna wartość była nieustannie udowadniana, a satysfakcja odkładana na później.
Nie zawsze boimy się tego, że nam się nie uda. Czasem obawiamy się, że nawet jeśli osiągniemy cel, nadal nie poczujemy się tak, jak sobie wyobrażaliśmy.
Kiedy człowiek wycofuje się z działania tuż przed osiągnięciem celu, łatwo uznać, że brakuje mu motywacji, odwagi albo konsekwencji. Takie wyjaśnienie może jednak pomijać znaczenie, jakie dane zachowanie ma dla jego psychiki.
W terapii schematów przyglądamy się między innymi temu, jakie schematy zostają uruchomione w określonej sytuacji i w jaki sposób człowiek próbuje sobie z nimi radzić. Jedną z takich strategii może być unikanie, które pozwala nie konfrontować się z emocjami związanymi z oceną, porażką, wstydem czy utratą kontroli. Inną może być nadmierna kompensacja, polegająca na intensywnym dążeniu do osiągnięć, które mają zaprzeczyć głęboko zakorzenionemu poczuciu niewystarczalności.
W zależności od historii danej osoby perfekcjonizm może chronić przed wstydem, odwlekanie przed ryzykiem oceny, a wycofanie przed koniecznością zmierzenia się z odpowiedzialnością, która pojawiłaby się po osiągnięciu celu. Niekiedy człowiek pozostaje w fazie przygotowań tak długo, że nie musi sprawdzać, czy jego możliwości rzeczywiście odpowiadają temu, czego od siebie oczekuje.
Z perspektywy psychodynamicznej podobne zachowania można rozumieć jako przejaw konfliktu między świadomym pragnieniem a nieświadomymi obawami, które wiążą się z jego spełnieniem.
Nie oznacza to, że każde odwlekanie czy rezygnacja mają takie podłoże. Prokrastynacja może wynikać z wielu różnych przyczyn, a decyzja o zmianie celu może być wyrazem dojrzewania, a nie obrony przed sukcesem.
Dlatego w pracy terapeutycznej nie traktujemy zachowania jako dowodu na istnienie określonego problemu, lecz próbujemy zrozumieć jego funkcję w życiu konkretnego człowieka.
Zamiast pytać wyłącznie: „Dlaczego znowu to zrobiłem?”, można zastanowić się: „Przed czym próbuję się w ten sposób ochronić i co mogłoby się wydarzyć, gdybym jednak pozwolił sobie pójść dalej?”
Takie pytanie nie „usprawiedliwia” zachowania, które ogranicza nasze możliwości, ale pozwala zobaczyć, że nawet trudna do zrozumienia reakcja może mieć swoje źródło w doświadczeniach, które kiedyś pomagały nam radzić sobie z rzeczywistością.
Nie każde wycofanie się z celu jest jednak lękiem przed sukcesem, a nie każde odkładanie działania można wyjaśnić nieświadomym konfliktem. Czasem człowiek po prostu odkrywa, że dążenie do czegoś było ważniejsze niż samo osiągnięcie tego celu albo że cel, który kiedyś wydawał się jego własny, przestał odpowiadać temu, czego dziś potrzebuje. Stąd pytanie o „autosabotaż” warto zastąpić uważniejszym pytaniem o to, co dzieje się w człowieku, kiedy zbliża się do tego, czego pragnie, i czego wtedy potrzebuje, żeby móc podjąć decyzję naprawdę zgodną ze sobą.