Sukces nie zawsze zmienia tylko to, co robimy. Czasem zmienia także nasze miejsce wobec innych ludzi i sposób, w jaki sami siebie postrzegamy. Dla kogoś, kto przez lata funkcjonował w określonej roli, osiągnięcie czegoś ważnego może więc oznaczać konieczność zmierzenia się z pytaniem, czy wolno mu już być kimś innym niż dotąd.
W myśleniu psychodynamicznym szczególne znaczenie ma sposób, w jaki wczesne relacje z bliskimi zostają uwewnętrznione i stają się częścią naszego obrazu siebie. Nie chodzi wyłącznie o to, co rodzice mówili nam o naszych możliwościach, lecz także o to, jakie miejsce zajmowaliśmy w ich życiu, jak reagowali na naszą samodzielność i na ile potrafili cieszyć się z tego, że rozwijamy się w sposób odmienny od ich własnych wyobrażeń.
Nie oznacza to, że rodzice świadomie chcą ograniczać rozwój swoich dzieci. Relacje rodzinne są znacznie bardziej złożone, a trudności mogą wynikać z nieuświadomionych konfliktów, własnych doświadczeń i sposobów radzenia sobie z emocjami, które dorośli przekazują dalej, nie zdając sobie z tego sprawy.
Dorosły człowiek może więc nosić w sobie sprzeczne pragnienia: chce być niezależny, ale nie chce zranić bliskich; pragnie uznania, ale obawia się, że jego sukces zostanie odebrany jako odrzucenie; chce żyć inaczej, a jednocześnie czuje, że powinien pozostać wierny temu, kim był dotąd.
Takie konflikty nie muszą przyjmować postaci wyraźnych myśli. Mogą ujawniać się w sposobie podejmowania decyzji, w trudnościach z przyjmowaniem pochwał, w umniejszaniu własnych osiągnięć albo w wycofywaniu się z sytuacji, które mogłyby przynieść większą niezależność.
Chcę podkreślić, że sukces nie musi oznaczać zerwania więzi ani odrzucenia własnej historii.
Psychiczna trudność polega na tym, że to, co dorosły człowiek rozumie na poziomie świadomym, nie zawsze jest jeszcze dostępne jego emocjonalnemu doświadczeniu. Wiedza, że mam prawo żyć po swojemu, nie musi od razu uwalniać mnie od poczucia winy, które pojawia się, gdy rzeczywiście zaczynam z tego prawa korzystać.
Nie wszystkie nieświadome konflikty związane z sukcesem dotyczą tzw. lojalności względem rodziny, która była opisana wcześniej. Czasem największa trudność tkwi w tym, jak człowiek postrzega samego siebie i jak interpretuje informacje, które otrzymuje od otoczenia.
Osoba, która przez lata nosiła w sobie przekonanie, że jest niewystarczająco dobra, może z dużym trudem przyjmować dowody własnych kompetencji. Nawet jeśli inni doceniają jej pracę, powierzają jej odpowiedzialne zadania i traktują ją jako eksperta, ona sama może mieć poczucie, że w rzeczywistości nie zasługuje na taką ocenę.
W terapii schematów taki sposób przeżywania siebie można rozumieć między innymi w kontekście schematu wadliwości i wstydu, który wiąże się z głębokim przekonaniem, że coś jest ze mną nie w porządku, że jestem gorszy lub mniej wartościowy, niż powinienem być. Sukces może wtedy wywoływać nie tylko satysfakcję, lecz także obawę, że inni zbyt wysoko mnie oceniają i prędzej czy później odkryją moje rzekome braki.
Im większe osiągnięcie, tym większa może być rozbieżność między zewnętrznym obrazem człowieka a jego wewnętrznym doświadczeniem. Awans, uznanie czy publiczny sukces nie muszą zmieniać przekonania o własnej niewystarczalności. Mogą natomiast zwiększać napięcie związane z koniecznością utrzymania pozytywnego wizerunku.
Człowiek zaczyna wtedy jeszcze intensywniej pracować, dokładniej kontrolować każdy szczegół i unikać sytuacji, w których mógłby popełnić błąd. Zamiast czerpać satysfakcję z osiągnięć, koncentruje się na tym, żeby nie stracić pozycji, którą udało mu się zdobyć.
W ten sposób sukces, który miał potwierdzić jego kompetencje, staje się źródłem kolejnych obaw.
Podobny mechanizm może pojawiać się u osób, u których silnie rozwinął się schemat porażki, związany z przekonaniem, że nie są tak zdolne, skuteczne lub kompetentne jak inni. Taka osoba może mieć rzeczywiste umiejętności i odnosić sukcesy, a jednocześnie interpretować je jako przypadek, szczęśliwy zbieg okoliczności albo efekt nadmiernego wysiłku, który nie będzie możliwy do powtórzenia.
Sukces nie zawsze osłabia wówczas przekonanie o własnej niezdolności. Może wręcz zwiększać lęk przed kolejnym zadaniem, ponieważ stawka staje się wyższa, a możliwość rozczarowania siebie i innych (porażki) wydaje się coraz bardziej dotkliwa.
Nie chodzi więc o brak ambicji czy niewystarczające kompetencje. Trudność polega na tym, że człowiek nie potrafi jeszcze uznać własnych osiągnięć za wiarygodny dowód swoich możliwości.
Niektórzy ludzie nie wycofują się przed sukcesem. Przeciwnie, potrafią osiągać bardzo dużo, a mimo to nie doświadczają satysfakcji, na którą ich wysiłek mógłby wskazywać. Każdy zakończony projekt staje się początkiem kolejnego, każda pochwała zostaje szybko zastąpiona nowym wymaganiem, a moment zadowolenia z własnej pracy trwa tak krótko, że niemal natychmiast znika pod naporem następnych zadań.
W terapii schematów taki sposób funkcjonowania można rozumieć między innymi w kontekście schematu nieubłaganych (nadmiernych) standardów, który wiąże się z silną potrzebą spełniania bardzo wysokich wymagań wobec siebie. Człowiek może wierzyć, że powinien stale osiągać więcej, pracować dokładniej i unikać błędów, ponieważ tylko w ten sposób utrzyma poczucie własnej wartości lub uchroni się przed krytyką.
Niekiedy za takim sposobem funkcjonowania stoi doświadczenie dorastania w środowisku, w którym uznanie było silnie związane z osiągnięciami, a błędy spotykały się z nadmierną krytyką. Dziecko mogło nauczyć się, że nie wystarczy być sobą, żeby zasługiwać na uwagę i akceptację. Trzeba być dobrym, a najlepiej lepszym od innych.
W dorosłym życiu taki wzorzec może prowadzić do imponujących osiągnięć, ale również do trudności w odpoczywaniu, przyjmowaniu pochwał i uznawaniu własnych ograniczeń. Sukces nie staje się wtedy doświadczeniem spełnienia, ponieważ nieustannie przesuwa się granica tego, co człowiek uznaje za wystarczające.
W perspektywie psychodynamicznej można przyglądać się temu również przez pryzmat surowych, uwewnętrznionych wymagań, które nie pozwalają człowiekowi uznać własnych potrzeb i ograniczeń. Wewnętrzny krytyk może podtrzymywać przekonanie, że wartość trzeba nieustannie udowadniać, a chwila zadowolenia z siebie oznacza ryzyko utraty czujności.
W takich warunkach sukces nie daje prawa do odpoczynku ani do poczucia, że coś zostało wystarczająco dobrze zrobione. Staje się kolejnym zobowiązaniem, które trzeba spełnić, żeby zachować poczucie własnej wartości.
Człowiek może więc osiągać coraz więcej, a jednocześnie nie mieć poczucia, że kiedykolwiek naprawdę coś osiągnął.
W takim ujęciu trudność nie musi polegać na braku ambicji ani na tym, że człowiek w gruncie rzeczy nie chce osiągnąć więcej. Może chodzić o to, że zmiana własnego miejsca w świecie pociąga za sobą zmianę wewnętrznego porządku, a wraz z nią pojawiają się lęk, poczucie winy, lojalność wobec bliskich albo niepewność, czy nadal będziemy należeć do tych, do których dotąd należeliśmy. Wtedy własna siła zaczyna mieć także swoją mniej oczywistą stronę.