Z notatnika...

Psychoterapia i coaching

w praktyce

Niechciane sukcesy – mini cykl w 5 częściach - cz. 1

Niechciane sukcesy – mini cykl w 5 częściach - cz. 1

Czasem obawiamy się swojej siły, swoich zasobów

Zapraszam do pierwszej części z 5 odcinkowego cyklu: „O sukcesie, do którego nie dajemy sobie prawa. O nieświadomych konfliktach, które utrudniają nam osiąganie tego, czego w gruncie rzeczy pragniemy.”

Czasem obawiamy się swojej siły, swoich zasobów

Może znasz takie osoby, a może sam lub sama rozpoznajesz w tym opisie coś z własnego doświadczenia. To ludzie, którzy przez lata pracują, rozwijają się, zdobywają kolejne kompetencje, podejmują coraz trudniejsze zadania i konsekwentnie budują swoją pozycję.

Z zewnątrz widać osobę ambitną, zaradną, zdolną do działania, która wie, czego chce i potrafi wytrwale dążyć do wyznaczonych celów. Niekiedy właśnie ta skuteczność sprawia, że otoczenie zaczyna pokładać w niej jeszcze większe nadzieje, a bywa i tak, że ona sama przyzwyczaja się do myśli, że kolejne osiągnięcia są naturalnym następstwem jej wysiłku.

Tymczasem, kiedy cel zaczyna być blisko, coś się zmienia. Pojawia się zmęczenie, choć jeszcze niedawno człowiek miał w sobie dużo energii i zapału. Trudniej wykonać telefon, który mógłby otworzyć ważne drzwi, a oferta, nad którą pracował przez kilka miesięcy, zaczyna budzić coraz więcej wątpliwości. Nagle okazuje się, że trzeba jeszcze coś poprawić, zdobyć dodatkowe kwalifikacje albo poczekać na bardziej odpowiedni moment. Zdarza się również, że człowiek podejmuje decyzję, która z zewnątrz wygląda jak rezygnacja z własnego celu, choć przecież właśnie do niego tak długo i wytrwale zmierzał.

Zaskakujące, prawda? Zwłaszcza wtedy, gdy uświadomimy sobie, ile wysiłku włożył w to, żeby znaleźć się właśnie w tym miejscu.

Ciśnie się na usta pytanie: dlaczego wycofuję się teraz, kiedy wreszcie mogę dotrzeć do celu i doświadczyć satysfakcji, na którą tak długo czekałem? Ba, nad którą tak długo pracowałem? Dlaczego coś, co miało przynieść radość, zaczyna budzić niepokój, a perspektywa osiągnięcia sukcesu okazuje się trudniejsza do zniesienia niż samo dążenie do niego?

Otóż możemy świadomie pragnąć sukcesu, a jednocześnie nosić w sobie doświadczenia, przekonania i sposoby ochrony, dla których jego osiągnięcie oznacza coś zupełnie innego, niż sądzimy na poziomie świadomym. Nie każda część naszej psychiki musi bowiem dążyć do tego samego, a to, co dla jednej z nich jest spełnieniem marzeń, dla innej może wiązać się z zagrożeniem, utratą bezpieczeństwa albo koniecznością zmierzenia się z uczuciami, których dotąd nie musieliśmy doświadczać (czy też wręcz unikaliśmy).

Sukces może oznaczać większą odpowiedzialność, większą widoczność, ryzyko oceny, konieczność sprostania oczekiwaniom innych ludzi albo zmianę relacji, w których dotąd czuliśmy się bezpiecznie. Może też oznaczać coś bardziej osobistego: konieczność porzucenia dotychczasowego obrazu siebie, a czasem również rezygnację z roli, która przez wiele lat wyznaczała nasze miejsce w rodzinie i w świecie.

  • Co dzieje się z człowiekiem, który przez lata myślał o sobie jako o kimś, kto dopiero kiedyś będzie wystarczająco dobry, ważny albo skuteczny, kiedy rzeczywiście zaczyna odnosić sukces?
  • Co dzieje się z osobą, która w dzieciństwie otrzymała określoną rolę w rodzinie i tak dobrze się w niej odnalazła, że z czasem zaczęła traktować ją jak część własnej tożsamości?

Być może była tym słabszym, tym, który sobie nie radzi, albo tym, kto powinien poświęcać własne potrzeby na rzecz innych. A może przeciwnie, jej zadaniem było nieustanne udowadnianie, że jest najlepsza, najbardziej odpowiedzialna i najbardziej godna uznania.

Bywa więc, że czasem okazuje się, że łatwiej było dążyć do sukcesu, niż go przyjąć, ponieważ jego osiągnięcie wymaga nie tylko uznania własnych możliwości, lecz także zmierzenia się z tym, co przez lata powstrzymywało nas przed korzystaniem z nich.

Kiedy sukces narusza dotychczasowy porządek

W rodzinie każdy z nas zajmuje jakieś miejsce, choć rzadko bywa ono wynikiem świadomej decyzji. Dziecko stopniowo uczy się, czego się od niego oczekuje, za co otrzymuje uwagę i uznanie, a jakie zachowania spotykają się z dezaprobatą, rozczarowaniem lub wycofaniem bliskich. Z czasem może zacząć pełnić określoną rolę, np.: być tym odpowiedzialnym, który nie przysparza kłopotów, tym zdolnym, z którego rodzice są dumni, tym słabszym, wymagającym opieki, albo tym, który łagodzi konflikty i dba o dobre samopoczucie pozostałych członków rodziny.

Takie role nie muszą być nikomu narzucone wprost. Zwykle powstają stopniowo, w odpowiedzi na potrzeby rodziny i emocjonalne możliwości jej członków.

  • Dziecko, które zauważa, że rodzice są dumni z jego osiągnięć, może zacząć budować poczucie własnej wartości wokół sukcesu.
  • To, które otrzymuje najwięcej uwagi wtedy, gdy sobie nie radzi, może nieświadomie utrwalać pozycję osoby słabszej, ponieważ właśnie w niej znajduje bliskość i opiekę.
  • Dziecko, które troszczy się o innych, może natomiast nauczyć się, że własne potrzeby powinny ustępować potrzebom pozostałych.

Z perspektywy rozwoju emocjonalnego takie przystosowanie ma jak najbardziej sens. Dziecko jest zależne od swoich opiekunów, a potrzeba przynależności i bezpieczeństwa ma dla niego ogromne znaczenie. Jeżeli określony sposób zachowania pomaga mu zachować więź z bliskimi, może utrwalać go nawet wtedy, gdy wiąże się to z rezygnacją z części własnych potrzeb i możliwości.

Trudność pojawia się wówczas, gdy dorosły człowiek zaczyna rozwijać się w kierunku, który narusza dotychczasowy porządek. Sukces może wtedy oznaczać nie tylko osiągnięcie celu, lecz także odejście od roli, która przez lata zapewniała mu poczucie przynależności.

Wyobraźmy sobie osobę, która w rodzinie zawsze była postrzegana jako mniej zaradna od rodzeństwa, potrzebująca wsparcia i mniej zdolna do samodzielnego podejmowania decyzji. W dorosłym życiu zaczyna rozwijać własną działalność, zdobywa uznanie, osiąga niezależność finansową i coraz lepiej radzi sobie z wyzwaniami. Z zewnątrz można by oczekiwać, że będzie czerpać z tego satysfakcję, tymczasem jej sukces może budzić niepokój, którego sama nie potrafi zrozumieć, a czasem nawet trudno jej ten sukces zauważyć.

Jeżeli przez lata doświadczała siebie jako osoby słabszej, jej rozwój może naruszać dotychczasowy obraz siebie, a zarazem zmieniać relacje z bliskimi. Być może rodzina nadal oczekuje, że będzie potrzebować pomocy, a jej samodzielność zostaje przyjęta z dystansem, niedowierzaniem lub krytyką. Być może sama zaczyna czuć się winna, że radzi sobie lepiej niż osoby, z którymi dotąd się utożsamiała.

W takiej sytuacji sukces może uruchamiać konflikt między potrzebą autonomii a potrzebą przynależności. Człowiek pragnie rozwijać własne możliwości, ale jednocześnie obawia się (często nieświadomie), że wraz z tym rozwojem utraci swoje miejsce wśród bliskich. Nie musi świadomie myśleć, że nie wolno mu być bardziej niezależnym. Wystarczy, że perspektywa zmiany wywołuje napięcie, poczucie winy albo niepokój, z którym trudno mu sobie poradzić.

Obawiamy się nie tyle własnego sukcesu, ile tego, że przestaniemy pasować do świata, w którym nauczyliśmy się żyć.

I bywa, że łatwiej było dążyć do sukcesu, niż go przyjąć. Dopóki pozostawał przed nami, można było zachować dotychczasowy obraz siebie i swoje miejsce w relacjach z innymi. Kiedy jednak zaczyna stawać się rzeczywistością, pojawia się pytanie, kim właściwie będziemy, jeśli naprawdę pozwolimy sobie na więcej.