Magia a rzeczywistość – mini cykl w 3 częściach – cz. 3 Rzeczywistość
Co się dzieje, gdy magia zostaje? Co zostaje, gdy porzucimy magię?
Jeśli magia zostaje, świat z zewnątrz często wygląda przekonująco dojrzale. Człowiek pracuje, buduje relacje, realizuje zadania, podejmuje decyzje. Funkcjonuje „tak jak trzeba”. Problem nie leży na poziomie zachowania, lecz na poziomie wewnętrznej organizacji doświadczenia. Tam nadal obowiązuje logika dziecka – logika życzeniowa, omnipotentna, unikająca granic.
W praktyce oznacza to, że dorosły człowiek próbuje żyć w świecie, który nie poddaje się regułom jego wewnętrznych fantazji.
Ta logika może przybierać różne formy:
- „Ktoś powinien mnie w końcu uratować” – w pracy objawia się to np. oczekiwaniem, że przełożony „zobaczy”, „doceni” i „wyciągnie” z trudnej sytuacji, bez konieczności jasnego komunikowania potrzeb. Gdy to się nie dzieje, pojawia się rozczarowanie i poczucie bycia niedostrzeganym.
- „Jeśli zrobię wszystko perfekcyjnie, uniknę bólu” – klasyczny mechanizm widoczny u specjalistów wysokiej klasy: nadmiarowa kontrola, przeciążenie, brak delegowania. Pracownik zostaje po godzinach, poprawia detale, których nikt nie wymaga, a mimo to doświadcza krytyki lub porażki – i przeżywa ją jak dowód osobistej niewystarczalności.
- „To nie może się tak skończyć – musi być inne rozwiązanie” – widoczne np. w sytuacjach utraty pracy, zamykania projektów czy kończenia współpracy. Osoba trwa w zaprzeczeniu, próbuje „odwrócić” decyzję, negocjuje coś, co już zostało domknięte.
W języku terapii schematów zobaczymy tu wyraźnie aktywne tryby:
- tryb Zależnego Dziecka – szukanie oparcia na zewnątrz, trudność w samodzielnym regulowaniu emocji,
- tryb Roszczeniowy / Wielkościowy – przekonanie, że rzeczywistość powinna dostosować się do wewnętrznych potrzeb,
- nadkompensacja – szczególnie w formie kontroli, perfekcjonizmu, nadmiernej odpowiedzialności.
Wspólny mianownik jest jeden i bardzo konkretny:
brak zgody na stratę, ograniczenie i nieprzewidywalność rzeczywistości.
A rzeczywistość… zawiera i stratę, i ograniczenie, i nieprzewidywalność…
Koszt utrzymywania „magii”
Koszt jest realny i długofalowy. Nie jest spektakularny – jest raczej przewlekły i kumulatywny:
- chroniczne napięcie – ciało funkcjonuje w trybie stałej mobilizacji, jakby coś „miało się jeszcze wydarzyć”,
- powtarzające się rozczarowania – bo świat nie spełnia nierealistycznych oczekiwań,
- relacje oparte na projekcjach, nie na realnym kontakcie – np. idealizacja lidera, który „ma wszystko naprawić”, albo partnera, który „powinien rozumieć bez słów”,
- zmęczenie walką z rzeczywistością – które często bywa mylone z wypaleniem zawodowym, choć jego źródło leży głębiej.
W pracy terapeutycznej widać to wyraźnie u osób, które osiągają dużo, ale nie doświadczają satysfakcji. Każdy sukces szybko traci znaczenie, bo nie dotyka podstawowego napięcia: „to wciąż nie jest to”. Dlaczego? Dlatego, że rzeczywistość ma jedną, niezwykle irytującą właściwość: nie negocjuje z fantazją.
Co się dzieje, gdy porzucimy magię?
Tu pojawia się moment, który bywa rozczarowujący – i jednocześnie przełomowy.
Niestety nie ma nagle spokoju, oświecenia, śpiewów anielskich, ani metaforycznej muzyki w tle.
Pojawia się coś znacznie bardziej fundamentalnego:
- smutek – po tym, co nie wydarzyło się tak, jak „miało się wydarzyć”,
- rozczarowanie – wobec ludzi, systemów, instytucji, a czasem samego siebie,
- bezradność – bardzo ludzka, bardzo realna, często długo unikana.
Czyli dokładnie to, przed czym magia chroniła.
W gabinecie terapeutycznym to moment, w którym klient/pacjent mówi/uświadamia sobie:
„Czyli to naprawdę tak wygląda?”. Zazwyczaj wtedy milknie, cichnie, jakby się przyglądał czemuś po raz pierwszy. I po raz pierwszy nie próbuje tego zmienić natychmiast.
Ale pojawia się też coś jeszcze – i to zmienia wszystko
W miejsce iluzji zaczynają pojawiać się jakości, które są mniej spektakularne, ale znacznie bardziej stabilne:
- realny wpływ zamiast iluzji wpływu
Człowiek zaczyna rozróżniać: na co mam wpływ, a na co nie. W pracy oznacza to np. odejście od prób kontrolowania wszystkiego na rzecz świadomego wyboru obszarów działania.
- relacje oparte na rzeczywistości, nie fantazji
Zamiast oczekiwania „czytaj mnie bez słów”, pojawia się komunikat: „tego potrzebuję”. Relacje stają się mniej idealne, ale bardziej prawdziwe.
- zdolność do odpuszczania
Nie jako rezygnacja, lecz jako akt dojrzałości. Na przykład w pracy decyzja o zakończeniu projektu, który nie ma szans powodzenia – zamiast dalszego inwestowania energii w coś, co „powinno się udać”.
I wreszcie coś, co bywa niedoceniane, a ma ogromne znaczenie regulacyjne: ULGA
Utrzymywanie iluzji jest kosztowne. Wymaga ciągłego napięcia, czujności, zaprzeczania faktom, reinterpretowania rzeczywistości tak, by pasowała do wewnętrznej narracji.
Rezygnacja z niej działa jak odłożenie ciężaru, który był noszony tak długo, że przestał być zauważany.
W pracy z klientami często pojawia się zdanie: „Jest mi smutno… ale jednocześnie jakoś lżej.”
To nie jest sprzeczność. To jest początek integracji.
Co zostaje, gdy magia znika?
- zostaje świat niedoskonały,
- zostaje człowiek niedoskonały,
- zostają relacje, które czasem zawodzą.
Ale zostaje też coś, co wcześniej było niedostępne: zdolność przeżywania rzeczywistości takiej, jaka jest. Bez naprawiania jej na siłę, bez omijania, bez „zaczarowywania”.
Po prostu PRZEŻYWANIE.
I tu pojawia się paradoks, który dobrze zna każda dojrzała praktyka terapeutyczna, otóż dopiero wtedy zaczyna się coś, co można nazwać realnym życiem.
Nie dlatego, że jest łatwiejsze. Tylko dlatego, że jest prawdziwe.