Z notatnika...

Psychoterapia i coaching

w praktyce

Magia a rzeczywistość – mini cykl w 3 częściach – cz. 2 Strata

Magia a rzeczywistość – mini cykl w 3 częściach – cz. 2 Strata

Magiczne myślenie a zdolność przeżywania straty

Magiczne myślenie i strata są jak dwie strony tej samej monety. Jedno powstaje po to, by drugiego nie czuć – albo przynajmniej, by odsunąć je w czasie.

U podstaw magicznego myślenia leży bardzo wczesne doświadczenie dziecka, które próbuje nadać sens temu, co je przerasta. Dziecko nie ma jeszcze dostępu do realistycznej oceny świata, dlatego buduje ją w oparciu o własną sprawczość – często przecenioną.

Dziecko wierzy, że jeśli będzie „wystarczająco dobre”, nie zostanie odrzucone, jeśli się postara, wszystko się ułoży, jeśli bardzo czegoś chce, to to się wydarzy, jeśli coś poszło źle – to znaczy, że zrobiło coś nie tak.

To nie jest naiwność. To mechanizm regulacji lęku.

Wyobraź sobie kilkuletnie dziecko, którego rodzic jest emocjonalnie niedostępny – zmęczony, przytłoczony, czasem chłodny. Dla dorosłego wyjaśnienie jest proste: „to nie ma nic wspólnego z dzieckiem”.
Dla dziecka – to niewyobrażalne. Bo jeśli to nie ode mnie zależy, to znaczy, że nie mam żadnego wpływu na to, czy będę kochany. A to jest psychicznie nie do uniesienia dla dziecka.

Dlatego powstaje przekonanie: „To ja muszę się bardziej postarać.”

W tym sensie magiczne myślenie pełni funkcję ochronną. Chroni przed doświadczeniem trzech kluczowych strat:

  • utraty uwagi („mama mnie nie widzi”),
  • utraty miłości („może nie jestem ważny”),
  • utraty bezpieczeństwa („świat nie reaguje na mnie tak, jak potrzebuję”, „świat nie jest bezpieczny”).

Cena tej ochrony

Problem polega na tym, że to, co chroni w dzieciństwie, w dorosłości zaczyna ograniczać.

Jeśli bowiem uznamy, że nie mamy wpływu na wszystko – pojawia się bardzo trudnego:

  • bezradność,
  • smutek,
  • poczucie ograniczenia,
  • kontakt z realną stratą.

Dlatego magiczne myślenie mówi: „to ode mnie zależy”.

Rzeczywistość mówi: „nie wszystko”.

I to zderzenie nie jest procesem intelektualnym. To nie jest moment: „aha, już rozumiem”.
To jest moment: „czuję, że coś tracę”.

Magiczne myślenie w dorosłości

W dorosłym życiu magiczne myślenie przybiera bardziej subtelne formy. Nie znika – zmienia język.

W życiu prywatnym:

  • „Jeśli będę wystarczająco wspierający, partner mnie nie zostawi.”
  • „Jeśli będę zawsze spokojny/spokojna, uniknę konfliktu.”
  • „Jeśli bardzo się postaram, relacja się naprawi – nawet jeśli druga strona nie jest zaangażowana.”

W praktyce oznacza to często nadodpowiedzialność za relację, ignorowanie sygnałów rzeczywistości i odsuwanie momentu konfrontacji z faktem, że nie wszystko da się uratować.

W życiu zawodowym:

  • „Jeśli będę pracować wystarczająco ciężko, na pewno zostanę doceniony.”
  • „Jeśli zrobię wszystko perfekcyjnie, uniknę krytyki.”
  • „Jeśli się nie zatrzymam, to nie poczuję porażki.”

To prowadzi do przeciążenia, wypalenia i często bolesnego momentu, w którym rzeczywistość „przebija się” przez iluzję – np. w postaci zwolnienia, pominięcia przy awansie czy krytycznej informacji zwrotnej.

Wtedy pojawia się pytanie, które nie jest już poznawcze, tylko egzystencjalne: „Czy mogę uznać, że nie mam pełnej kontroli – i nadal być w porządku?”

Rozwój jako proces strat

Jak pisze Judith Viorst w książce „To co musimy utracić” (polecam tę książkę szalenie absolutnie każdej dorosłej osobie), rozwój psychiczny nie polega na dodawaniu kolejnych kompetencji, ale na serii nieuniknionych strat.

W toku życia tracimy między innymi:

  • iluzję idealnych rodziców – zaczynamy widzieć ich jako ludzi z ograniczeniami,
  • przekonanie o własnej wyjątkowości – świat nie kręci się tylko wokół nas,
  • wiarę, że wysiłek zawsze przynosi proporcjonalny efekt,
  • przekonanie, że relacje można utrzymać za wszelką cenę,
  • iluzję sprawiedliwego świata, w którym „dobrym ludziom przydarzają się dobre rzeczy”.

Każda z tych strat wymaga jednego: przeżycia żalu.

Nie analizy. Nie reinterpretacji. Bardzo konkretnego doświadczenia emocjonalnego.

Co się dzieje, gdy żałoba nie zachodzi

Jeśli proces żałoby zostaje zatrzymany, magia zostaje na swoim miejscu – tyle że już nie jako ochrona, ale jako ograniczenie.

Może to wyglądać tak:

  • trwanie w relacjach, które od dawna nie żyją,
  • ciągłe „jeszcze trochę się postaram”, mimo braku efektów,
  • nieustanne analizowanie zamiast czucia,
  • trudność w akceptacji granic – swoich i cudzych,
  • skłonność do idealizacji i późniejszego gwałtownego rozczarowania.

W gruncie rzeczy jest to próba uniknięcia jednego doświadczenia: „to się nie wydarzy tak, jak chciałem/am”.

Co się zmienia, gdy żałoba zachodzi

Jeśli proces żałoby może się wydarzyć, pojawia się zmiana jakościowa – nie spektakularna, ale fundamentalna.

Rozwija się zdolność do:

  • odczuwania smutku bez rozpadu,
  • uznania ograniczeń bez utraty poczucia własnej wartości,
  • rezygnacji bez poczucia porażki,
  • budowania relacji bez iluzji omnipotencji,
  • widzenia drugiego człowieka takim, jaki jest – a nie takim, jaki „powinien być”.

To jest moment, w którym kontrola ustępuje miejsca kontaktowi z rzeczywistością. I paradoksalnie – to właśnie wtedy pojawia się większa wolność.

Rytm życia psychicznego

W zdrowym przebiegu życia psychicznego żałoba nie jest jednorazowym wydarzeniem. To raczej powtarzalny rytm (kiedyś bardzo naturalny dla ludzi, dziś „chowany pod dywan”):

  • tracisz,
  • czujesz,
  • integrujesz,
  • idziesz dalej.

I – co nieuniknione – znowu tracisz.

Takie jest właśnie jest życie psychiczne: nie linearny rozwój, tylko cykliczny proces adaptacji do rzeczywistości.

Magiczne myślenie próbuje zatrzymać ten cykl. Obiecuje świat bez strat – pod warunkiem, że będziesz wystarczająco się starać (współczesny świat reklam, konsumpcji podtrzymuje zresztą taką iluzję).

Dojrzałość psychiczna polega na czymś odwrotnym:
na zgodzie na to, że strata jest wpisana w życie – i że można ją przeżyć, nie tracąc siebie.